Obcy język polski Obcy język polski Maciej Malinowski
INTERIA.PL
angora
1 2 3 Strona główna
Najnowszy odcinek
Archiwum
O autorze
Camera obscura
Książki
Książki
Opinie językoznawców
Relacja z czata/czatu
Zadaj pytanie

Archiwum

Obcy język polski (72)

Nie przypuszczamy nawet, że "Eskimos", "Hindus", "komandos", "skunks", "chips" to w oryginale wyrazy... liczby mnogiej!



Jak cherub stał się cherubinem...

      Pisałem jakiś czas temu (odpowiadając na pytanie internauty), że nie należy jeszcze odmieniać w polszczyźnie zapożyczenia marines (są to 'oddziały desantowe amerykańskiej piechoty morskiej' albo 'żołnierze tych oddziałów'). Okazuje się jednak, że funkcjonuje w naszym języku inne militarne słowo, rangers [wym. randżers], na oznaczenie 'oddziałów jednostek specjalnych, żołnierzy tych sił', bardzo zbliżone budową do marines, które otrzymało spolszczoną postać i podlega fleksji bez żadnych oporów. Mówi się i pisze rangersi, rangersów, rangersom, rangersami, o rangersach. Są też komandosi, inaczej 'żołnierze jednostek powietrznodesantowych albo szkoleni do specjalnych zadań bojowych', w których wypadku również łatwo dało się utworzyć formy przypadków zależnych: komandosów, komandosom, z komandosami, o komandosach.



      Dlaczego więc zapożyczenie marines ciągle opiera się adaptacji fleksyjnej? Najprościej można by odpowiedzieć tak: dlatego że nie ukształtował się w polszczyźnie wzorzec pisowni tego rzeczownika. Nie wiemy, czy postacią mianownikową mają być ci marinesi, czy może ci merinsi (pod wpływem wymowy [merins]). W wypadku terminów rangers czy commandos (po uproszczeniu zapisu komandos) kłopotu nie było. Do angielskich form rangers (żołnierze zawdzięczają nazwę amerykańskiemu majorowi Robertowi Rangersowi, który już w XVIII wieku utworzył i wyszkolił pierwszą jednostkę do zadań specjalnych) i komandos dodaliśmy polskie zakończenie liczby mnogiej -i, i tak powstali rangersi (albo randżersi) oraz komandosi.

       W omawianych przykładach mamy jednak do czynienia z ciekawym zjawiskiem językowym. Proszę zauważyć, że mówiąc marines, rangers, komandos jesteśmy przekonani o tym, że są to wyrazy liczby pojedynczej. Tak je na ogół odbieramy! Tymczasem to nieprawda - marines, rangers, komandos oznaczają... formy pluralne! W języku angielskim występują rzeczowniki marine [wym. merin], ranger [wym. randżer] i commando, które przez dodanie końcówki -s przekształcają się w liczbę mnogą.

       Jak to się więc stało, że na gruncie polskim za liczbę pojedynczą nieoczekiwanie bierzemy właśnie formy z -s, a liczbę mnogą tworzymy według własnego paradygmatu? Językoznawcy nazywają to depluralizacją zapożyczeń. Polega ona na tym, że jakieś słowo obce, będące w oryginale liczbą mnogą, wchodząc do polszczyzny, zaczyna być odbierane jako wyraz liczby pojedynczej, i... nie budzi to zastrzeżeń polonistów. Prześledźmy całą rzecz na przykładach.

       Mówimy i piszemy: Eskimos - Eskimosi, Hindus - Hindusi, fotos - fotosy, corn-flakes -corn-fleksy (albo kornfleksy), drops - dropsy, slums - slumsy, skunks - skunksy, chips - chipsy, gdy tymczasem w angielszczyźnie mamy odpowiednio: Eskimo (l. poj.) i Eskimos (l.mn.); Hindu (l.poj.) i Hindus (l.mn.), photo (l.poj.) i photos (l.mn.), corn-flake (l.poj.) i corn-flakes (l.mn.), drop (l. poj.) i drops (l.mn.), slum (l.poj.) i slums (l.mn.), skunk (l.poj.) i skunks (l.mn.), chip (l.poj.) i chips (l.mn.).

       Takich zdepluralizowanych wyrazów obcych jest w polszczyźnie więcej. Nawet byśmy nie przypuszczali, że chodzi tu np. o delikatesy, frazesy, albinosa, pugilares, omnibusa ('człowieka majcego dużo wiadomości z różnych dziedzin'), hajduka czy słowo ekslibris,. Ciekawe wyjaśnienie tej kwestii przedstawia prof. Jan Miodek na przykładzie dwóch innych zapożyczeń: cherubini i serafini (w angelologii chrześcijańskiej są to 'aniołowie'). - W języku hebrajskim - pisze językoznawca - funkcjonowały rzeczowniki keruv i seraf. Liczbę mnogą tworzono tam za pomocą końcówki -im: keruvim, serafim. Polszczyzna te ostatnie formy zmodyfikowała do postaci cherubin, serafin. Nieoczekiwanie jednak zaczęto u nas traktować te wyrazy nie jako twory liczby mnogiej, ale pojedynczej. W efekcie powstały mianownikowe formy pluralne cherubini, serafini, zawierające dwie końcówki: hebrajską -im (przekształconą później na -in) i polską -i.

       Po tym wyjaśnieniu wiedzą już Państwo, jak cherub stał się na gruncie polskim cherubinem, a seraf - serafinem...

 

      E-maile od Czytelników:  

 

      * Na dole ekranu, pasku informacji, telewizji TVN 24 zobaczyłam odmianę "Joségo

Marii Aznara". Czy nie należałoby raczej pozostawić pierwsze imię premiera Hiszpanii w formie nie odmienionej, czyli "José Marii Aznara"? (jacqueline@wp.pl).

       Ma Pani rację. Nie wolno było napisać Joségo (w TVN 24, choć to świetny program, dziennikarzom przytrafiają się wpadki językowe, ortograficzne i interpunkcyjne). Premier Hiszpanii nazywa się José Marío Aznar. Imienia José (zapisywanego w oryginale przez é, wymawianego jako [Hose]) nie należy odmieniać, gdyż nie jest ono zakończone samogłoską -a, -o, -y, -i. Inaczej rzecz się ma z Mario. Kończy się na -o, dlatego w przypadkach zależnych przyjmuje formy: kogo? Maria, komu? Mariowi, z kim? z Mariem, o kim? o Mariu. Wiele osób razi jednak taka fleksja, toteż językoznawcy zezwalają na pozostawienie Mario bez odmiany. W wypadku imienia i nazwiska José Marío Aznar możemy więc wybrać między konstrukcjami: kogo? José Maria Aznara (odmienione imię Mario) albo kogo? José Mario Aznara (obydwa imiona w postaci nieodmiennej).

 

       * Która z form jest poprawna: "we środę" czy "w środę"?; "we czwartek" czy "w czwartek"? (appel@gmx.at).

       Słyszy się zarówno w środę, w czwartek, jak i we środę, we czwartek. Wszystkie te formy podaje Nowy słownik poprawnej polszczyzny PWN, choć za lepsze uznaje te z przyimkiem "w". Prof. Witold Doroszewski twierdził jednak, że częściej stosowaną postacią był dawniej... we środę niż w środę. Kłopot związany z użyciem przyimka "w" bierze się stąd, że wchodzi on bezpośrednio w związek ze spółgłoskami ś i cz, w wyniku czego powstaje zbitka albo wcz trudna do wymówienia. Dlatego "w" musi zostać rozszerzone o samogłoskę "e". Z tego względu poprawne są formy: we Wrocławiu, we Lwowie, we Francji, przede wszystkim, nade wszystko, beze mnie, ode mnie, spode łba, ze strachu, ze źródła. Czasem jednak możliwa jest oboczność: ze sobą i z sobą, we trzech i w trzech, we mgle i w mgle.

 

      * Czy poprawne są zwroty "Nic nie dostałem"; "Nic nie rozumiem"? Chodzi mi o użycie słówka "nic"... (ryszard @global.com.pl)

       Czasowniki dostawać i rozumieć rządzą biernikiem, ale - zaprzeczone - wymagają dopełniacza. Logicznie więc rozumując, należałoby w konstrukcjach, o które pyta internauta, użyć formy niczego: Niczego nie dostałem; Niczego nie rozumiem. A jednak słowniki dopuszczają nic. Dlaczego? Otóż z punktu widzenia historii języka zaimek nic był kiedyś... dopełniaczem! Mówiło się nie co, lecz czto, a w drugim przypadku czso, formy zaprzeczone zaś brzmiały odpowiednio niczto i niczso. Trudna jednak do artykułowania zbitka głosek -czt- i-czs- sprawiła, że z czasem mianownik czto i niczto przeszedł w co i nic, a z dopełniacza czso i niczso zrobiło się... także co i nic. Dzisiaj obydwa zaimki odmieniamy następująco: co, czego, czemu, co, czym, o czym, nic, niczego, niczemu, nic, z niczym, o niczym. Jak widać, w dopełniaczu pojawiły się formy czego i niczego, a co i nic przeszły do biernika. Jednak właśnie pamięć o tym, że nic było kiedyś dopełniaczem, nie pozwala jednoznacznie potępiać konstrukcji Nic nie dostałem; Nic nie rozumiem.

 

      * Właśnie się dowiedziałam, że na polskim rynku prasowym funkcjonuje gazetka jedności łowieckiej pt. "Łowiec Polski". Skąd ta forma "łowiec"? (heiko@poczta.onet.pl)

       Istniał kiedyś w polszczyźnie wyraz łowiec. W dawnej Polsce był to 'urzędnik dworski nadzorujący polowania, zajmujący się ochroną i hodowlą zwierzyny, organizujący łowy'. Dziś łowiec wyszedł z użycia, ale jak widać ktoś kultywuje tradycje i historyczną formą nazwał gazetkę. We współczesnych słownikach można znaleźć wyłącznie wyraz łowca jako synonim myśliwego i słowo łowczy na oznaczenie 'członka związku łowieckiego pełniącego specjalną funkcję (np. w województwie), mającego nadzór nad zwierzyną oraz organizacją polowań'. A zatem nie należy mylić znaczeń tych dwóch rzeczowników: dawny łowiec to dzisiejszy łowczy, łowca zaś to 'człowiek polujący na zwierzynę'. Rzecz jasna łowiec/łowczy także może być łowcą, czyli myśliwym.

 

       * Mam znajomych o nazwisku "Gołąb". Jak powinno się je odmieniać? (emit@rogers.com)

       Nazwisko Gołąb można odmieniać dwojako: albo tak jak wyraz pospolity gołąb, czyli pana Gołębia, z panem Gołębiem , o pani Gołąb (tutaj bez odmiany!), o państwu Gołębiach, albo z zachowaniem cząstki -ąb, np. z panem Gołąbem, panu Gołąbowi, o panu Gołąbie, z państwem Gołąbami. Właściciel może sobie wybrać wzorzec deklinacyjny. Najczęściej nie chce, by kojarzono go z wyrazem pospolitym, a więc decyduje się na odmianę Gołąb, Gołąba, Gołąbowi, z Gołąbem, o Gołąbie.

 

MACIEJ MALINOWSKI

mistrz polskiej ortografii

mlkinsow@angora.com.pl

www.obcyjezykpolski.interia.pl


Maciej Malinowski - Obcy język polski
Copyright © 2002-2014 Maciej Malinowski   •   mlkinsow@interia.pl